*Oczami Effy*
'Nagle zobaczyłam Go na scenie. Śpiewał refren mojej ulubionej piosenki. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęli ją śpiewać, a to już do mnie nie podobne. Nagle chłopak wstaje ze schodków, na których wcześniej siedział, i podchodzi do krańca sceny. Klęka i wyciąga rękę w moją stronę, a ja nieruchomieję. Serce mi mówi: 'Idź tam! Przecież nie zrobisz nic złego!', a rozum podpowiada mi najgorszą z możliwych sytuacji: 'Co będzie, jeśli Audrey to zobaczy?'. i nagle, jakby na myśl, co by było gdyby druga wersja weszła w życie osunęłam się na ziemię. Przez chwilę leżałam z otwartymi oczami, wyobrażając sobie całującego mnie Zayna, po czym zemdlałam.
Gdy się obudziłam, słońce dopiero wschodziło. Wstając, przypomniałam sobie swój sen, i zaśmiałam się na samą myśl o tym, że mogłabym zakochać się w bracie mojej najlepszej przyjaciółki. Skierowałam się prosto do łazienki, nucąc pod nosem 'Lonely day' System Of A Down. To właśnie tą piosenkę śpiewał we śnie Zayn. Ciekawe, dlaczego właśnie on mi się przyśnił. To pewnie zwykły przypadek. Pozatym jest moim dobrym kolegą. Myślę, że mogłabym go nawet nazwać swoim przyjacielem, bo po prostu mu ufam. Jeszcze nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale w tym śnie uświadomiłam sobie, że jest całkiem przystojny, choć wiem od zawsze, że dosłownie kocham jego oczy. Są ciemne, ale gdy się w nie wpatrzeć, można dostrzec niemal wszystkie kolory tęczy, a to za sprawą Jego pięknego uśmiechu, który zresztą chyba też kocham. Podczas tych wszystkich rozmyślań zrobiłam się zmęczona, i z powrotem się położyłam.
***
Obudził mnie dzwoniący telefon. Spojrzałam na zegarek-było dopiero po 6, co za debil dzwoni o takiej godzinie? Spojrzałam na ekran, na którym widniało zdjęcie przyjaciółki.
-Haaallo?- specjalnie powiedziałam zmęczonym głosem, żeby miała wyrzuty sumienia, że budzi mnie o takiej godzinie.
-EFFY?! MUSIMY SIĘ SPOTKAĆ! NATYCHMIAST!- wrzasnęła z podekscytowaniem do słuchawki Audrey.
-Coś się stało?- spytałam już zupełnie normalnym głosem, zapominając o moim wcześniejszym postanowieniu.
-Opowiem Ci, jak się spotkamy!.- znów krzyknęła, ku mojemu zadowoleniu, trochę ciszej.
-Jest 6 rano, jak chcesz się spotkać o takiej godzinie?- spytałam nieco ironicznie, choć ciekawiło mnie, co też wywołało u niej taką radość.
-Spotkajmy się o 10 w Starbucksi'e przy Trafalgar Square. Będę czekać, pa!- znów krzyknęła i się rozłączyła.
Nawet nie miałam czasu, żeby zaprotestować, więc zrezygnowana nakryłam głowę kołdrą, próbując zasnąć już trzeci raz w ciągu tej nocy. Gdy już prawie odpłynęłam w rozkoszny świat snów, poczułam jak coś z impetem na mnie ląduje. Zerwałam się z łóżka, i zobaczyłam mojego psa, który zapewne natychmiastowo potrzebował spaceru. Ubrałam się szybko, i zbiegłam po schodach na dół gdzie siedział już Kornik ze smyczą w pysku. Po drodze kątem oka zauważyłam karteczkę od rodziców, ale stwierdziłam, że przeczytam ją jak wrócę. Włożyłam psu obrożę i smycz, złapałam klucze od domu i wyszłam. Powietrze było rześkie, ale było czuć, że za parę godzin będzie upał. Skierowałam się w stronę parku, po drodze mijając zaledwie parę osób. Było to dziwne, ponieważ o takiej godzinie ludzie zazwyczaj już dawno byli w drodze do pracy. Nie przejęłam się tym zbytnio, więc poszłam dalej. Wyjęłam z kieszeni telefon, żeby zobaczyć która jest godzina i zrobiłam wielkie oczy, gdy spojrzałam na cyfry układające się na ekranie w wielkie 5:23. Spojrzałam na Kornika, siebie, później na ulicę a na koniec jeszcze raz na zegarek. Cyfry się nie zmieniły. Naprawdę stałam po środku chodnika, przy ulicy St. James Alley, o godzinie 5:00. Ja- osoba, która wstaje najpóźniej jak się tylko da. Gdy w końcu to do mnie dotarło, zła, zawróciłam w kierunku domu, mieląc pod nosem przekleństwa skierowane do Audrey. Wchodząc do domu, przypomniałam sobie o karteczce zostawionej przez rodziców na stoliku w salonie. Zdjęłam buty i rozebrałam psa, po czym skierowałam się do dużego pokoju. Kartka była wielkości A4, a jej treść była następująca: ,,Kochana córeczko! Musieliśmy wyjechać w pilną delegację pod Londyn. Wrócimy za dwa dni, możesz zaprosić Audrey albo Tobeya na noc, jeśli chcesz bo pewnie będzie Ci raźniej niż samej. P.S: Przepraszamy, że nie powiedzieliśmy Ci wieczorem, ale tak słodko spałaś, że nie mieliśmy serca Cię budzić :) Całusy, Mama i Tata''. Szybko przeleciałam wzrokiem tekst, po czym zdenerwowana odrzuciłam kartkę na bok. Moja kochana mamusia, robiła wszystko, żebym tylko polubiła syna swojej koleżanki z byłej pracy. Nie widziałam Tobeya od jakichś 12 lat, ale zapamiętałam go jako małe, brudne i wrzeszczące dziecko, które gdy było ode mnie zaledwie dwa lata starsze wycięło mi całą garść włosów. Tak, to zaczęło się jako niewinna zabawa w dom, lecz Tobey jako mój 'tata' stwierdził, że mam za długie włosy, a, że będąc jego córką musiałam go słuchać, sam mi je wyciął. Potem przez dwa miesiące musiałam nosić czapki, mimo, że był kwiecień.
Wiedziałam, że po moim ostatnim niezbyt udanym wyborze chłopaka, mama stara się mi pomóc, ale nie rozumie, że Tobey zdecydowanie nie jest chłopakiem dla mnie. Postanowiłam wytłumaczyć jej to kolejny raz z rzędu, gdy już wróci. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić przez następne trzy godziny, czyli do czasu spotkania, postanowiłam w końcu pooglądać telewizję.
***
O 10 stałam już pod kawiarnią, czekając na przyjaciółkę. Gdy wyciągałam telefon, żeby sprawdzić godzinę, zobaczyłam ją biegnącą w moją stronę. Nie wiem kiedy ostatnio widziałam ją taką szczęśliwą. Po prostu emanowała radością, bo ta cała wesołość zdążyła już się przenieść na mnie.-Effy!- krzyknęła Audrey i przytuliła mnie tak mocno, że chyba o mało co nie połamała mi kości i zgniotła wnętrzności.
-Mi też miło Cię widzieć, powiesz mi w końcu o co chodzi?
-Wejdźmy do środka- nie spytała mnie nawet, czy tego chce, tylko na siłę wciągnęła mnie do środka. Usiadłyśmy przy stoliku przy oknie. Dawniej zawsze siadałyśmy tam, by popatrzeć na chłopaków przechodzących koło kawiarni. Zmieniło się to, gdy na początku wakacji zaczęłam chodzić z Corym. Podczas tego związku zawaliło się moje dotychczasowe życie. Zaniedbywałam przyjaciół, rodzinę, a gdy zaczął się rok szkolny również naukę. Cory wciągnął mnie w palenie papierosów, imprezy i inne zabawy szesnastolatków. Na szczęście Audrey zauważyła, że zaczyna się ze mną dziać coś dziwnego, że nie jestem sobą i razem z Zaynem zareagowali w odpowiednim momencie. Gdyby nie oni, nie wiem czy nie skończyłabym jako młodociana narkomanka. Tak naprawdę, to do dzisiaj nie wiem co mną wtedy kierowało. Pewnie ślepe zauroczenie. Nie mam na to innego wytłumaczenia. Jak to dobrze, że mam przyjaciół, którym najwyraźniej na mnie zależy..Z rozmyślań wyrwał mnie głos przyjaciółki:
-Mam chłopaka.- oznajmiła.
-Naprawdę nie mogłaś mi tego powiedzieć przez telefon? Musiałaś mnie budzić po 4?
-A ty jak zwykle tylko o sobie myślisz! Nawet nie zapytasz jak się nazywa, ile ma lat, jak wygląda. Może i miała rację. Myślałam tylko o tym, że mogłam dłużej pospać.
-No dobra, opowiadaj wszystko ze szczegółami- uśmiechnęłam się i powiedziałam ze wcale nie udawanym entuzjazmem
-Harry Styles, 16 lat, piękny, zabawny, uroczy, słodki, miły, seksowny, a najlepsze jest to, że jest cały mój- opowiadała o nim z takim rozmarzeniem, i mimo, że mówiła zupełnie spokojnie, widziałam, że wypowiadając ostatnie słowa chciała wrzasnąć z radości.
-Muszę go poznać, bo jak opowiadasz, to bóg po prostu!- zaśmiałam się.
-Jutro się z nim umówiłam, więc będziesz miała okazję.
-Booże, już się nie mogę doczekać. W tym momencie zobaczyłam Zayna, zmierzającego w stronę naszego stolika. Jak zawsze wyglądał perfekcyjnie. Przypomniał mi się sen. Nie, to niemożliwe, żebym się w nim zakochała. Nagle nasze oczy się spotkały. Tak, to chyba jednak możliwe. Są takie piękne.. Jestem głupia, jak mogłam się zakochać w przyjacielu? Ten kolor.. W przyjacielu i jednocześnie bracie najlepszej przyjaciółki? Wszystkie moje pytania zanikały, po wpatrzeniu się w Jego tęczówki. W ostatniej chwili się opamiętałam i wcisnęłam wzrok w podłogę.
*Oczami Audrey*
-Hej dziewczyny, znajdzie się jakieś miejsce dla tego wspaniałego mężczyzny?- zapytał, wskazując na siebie kciukami.
-Dla Ciebie ewentualnie tak, ale żadnego wspaniałego mężczyzny to ja tutaj nie widzę- zaczęłam się rozglądać, po czym ironicznie spojrzałam na Zayna. Effy się zaśmiała, a on usiadł obok niej.
-A Ciebie co tak śmieszy?- uśmiechnął się łobuzersko i zaczął się do niej przysuwać. Nachylał się i nachylał, a ja czułam się coraz bardziej niezręcznie, bo byłam pewna, że zaraz do czegoś dojdzie. Gdy już prawie stykali się nosami zauważyłam, że Effy dziwnie się zachowuje. Po pierwsze- nie protestuje, wręcz zachowuje się, jakby cieszyła się na myśl o tym, co ma się wydarzyć. Po drugie- jej oczy wyraźnie się powiększyły (co jak wiem z własnego doświadczenia, oznacza niezwykłe podekscytowanie) i wpatrywały tylko w dwa punkty- oczy i usta mojego brata na przemian, a po trzecie- prawie dało się usłyszeć szybkie i donośne bicie jej serca, które z każdą sekundą zwiększało tępo swojego bicia. Tylko jedna myśl przychodziła mi w tym momencie do głowy- CZY MOJA PRZYJACIÓŁKA, KTÓRĄ ZNAM OD TYLU LAT, MOGŁA MNIE OKŁAMYWAĆ? Ukrywała przede mną to, że się zakochała w Zaynie? Z rozmyślań wyrwał mnie śmiech Effy. Okazało się, że to wszystko był tylko podstęp mojego brata, który chciał ją tylko połaskotać. W sumie, to załaskotać na śmierć, z punktu widzenia osoby trzeciej.
-PRZESTAAAAAŃ!- Effy wrzasnęła tak głośno, że niektórzy ludzie zaczęli się na nas oglądać. Po tym Zayn skończył.
-Ooo, jak dobrze!- krzyknęła zupełnie nieświadomie dziewczyna, oddychając z ulgą. Po tych słowach, już dosłownie wszyscy byli zwróceni w naszą stronę, nawet kelnerki dziwnie się spojrzały. Ja z bratem wybuchnęliśmy niepohamowanym atakiem śmiechu, a Effy w końcu zrozumiała o co chodziło i sama zaczęła się śmiać. Gdy wreszcie udało nam się uspokoić, zapłaciłyśmy za zamówienie i wyszliśmy z kawiarni.