poniedziałek, 1 października 2012

Rozdział 3.-,,I gdzie są rodzice? Pozwolili Ci rozpić moją przyjaciółkę?''

*Oczami Audrey*
Gdy około godziny 1:00 w nocy weszłam do domu, po skończonej randce z Harrym, przeżyłam szok. Dosłownie. Na kanapie w salonie leżeli Effy i mój brat, obściskując się w dość wyzywających pozach.
- Effy?! Zayn?!-krzyknęłam, wytrzeszczając oczy.-Co tu się dzieje?!. Słysząc mój wrzask, oderwali się od siebie, patrząc na mnie z przerażeniem.
- Emm.. Aud, to nie tak..- zaczął Zayn, próbując się tłumaczyć.- Ja.. My..-odwrócił się do mojej przyjaciółki i patrząc jej prosto w oczy powiedział:- Kocham Cię Effy. W tym momencie mnie dosłownie zatkało. Słowa, którymi miałam zamiar ochrzanić ich za to, na czym wcześniej ich przyłapałam, tłumaczenia Zaynowi, że dopiero od trzech dni ma dziewczynę a już ją zdradza, uwięzły mi w gardle. Oprzytomniałam dopiero wtedy, gdy rozejrzałam się po pokoju. Na stoliku stały puste butelki po różnych alkoholach, lecz nie to przykuło moją uwagę. Na podłodze, koło sofy leżała prezerwatywa. Otwarta.
- Co..Czy wy..Emm...-pokazując palcem na przedmiot, próbowałam wydusić z siebie jakiekolwiek słowa, ale na samą myśl o tym co mogło się tu dziać wcześniej, odebrało mi mowę. W końcu Effy postanowiła zauważyć, że znajduję się w pomieszczeniu, i podążyła wzrokiem za moją dłonią. Otworzyła szeroko usta, i natychmiast je zamykając odwróciła się w moją stronę. To, że była pijana, było widać i czuć na odległość kilometra. Spojrzała na mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami, i powiedziała tylko:
- Nie. Nie mam pojęcia skąd to się tu wzięło.- Po tych słowach Zayn spojrzał w kierunku obiektu naszej rozmowy i również się zdziwił. Zaraz potem jednak, wyraz jego twarzy zmienił się w złego, pijanego Zayna.
- Za kogo ty nas masz, Audrey.- spojrzał na mnie, a wymawiając to zdanie, zwęził leciutko oczy.
- Pf, wiesz braciszku, jesteście tak niesamowicie pijani, że już spodziewam się wszystkiego. Pozatym jakbyś nie zauważył, przed chwilą wyznałeś Jej miłość. Może nawet bym się ucieszyła, gdyby nie to, że wlałeś w siebie morze alkoholu i masz dziewczynę. Jesteś z nią od trzech dni i już ją zdradziłeś. Pomyśl trochę!-wydarłam się na niego, nie zastanawiając się nawet czy kogoś obudzę.- I gdzie są rodzice? Pozwolili Ci tyle wypić? I rozpić moją przyjaciółkę?
- Wyjechali na weekend do przyjaciół, do Wolverhampton.
- No tak, gdyby byli, to byście sobie na coś takiego nie pozwolili- powiedziałam już całkiem zła, kierując się w stronę okna, aby trochę wywietrzyć. - W całym domu śmierdzi wódką, a w salonie jest syf jak nigdy dotąd, więc jutro rano będziecie to wszystko sprzątać. I nie obchodzi mnie to, że będziecie mieć kaca. Teraz idźcie spać. Jutro macie dużo pracy. Słodkich snów!- uśmiechnęłam się sarkastycznie do brata.-Aha, Effy, żeby nie było, śpisz u mnie.

*Oczami Effy*
- EFFY, SŁONECZKO, WSTAWAJ! CHYBA NIE CHCESZ PRZESPAĆ CAŁEGO DNIA?!-tymi słowami moja kochana przyjaciółka powitała mnie w tą jakże piękną sobotę. I bolesną dla mojej głowy.
- Musisz tak wrzeszczeć? Chociaż raz nie możesz się zlitować nad losem swojej biednej przyjaciółki?-zachrypniętym, zaspanym głosem odkrzyknęłam jak najciszej się dało, choć i tak po każdym słowie moja głowa eksplodowała.
- Z własnego wyboru, moja droga. A teraz wstawaj i biegnij na dół, gdzie czeka na Ciebie mój brat i twój kochanek. Spędzicie dzisiaj romantyczne przedpołudnie sprzątając salon- Audrey stanęła w drzwiach, chyba specjalnie, żebym lepiej usłyszała. Powoli zwlekłam się z łóżka, jednocześnie otwierając oczy. Dopiero po chwili dotarły do mnie Jej słowa.
- Co? Czemu mam sprzątać twój salon?-Spytałam półprzytomnie.
- Och, no tak, alkohol wymazał wszystkie wspomnienia? Chyba nawet mi nie przykro. Bo prawie przespałaś się z moim bratem.-Powiedziała to prawie z nienawiścią w głosie, ale wiedziałam, że Audrey nie może się na mnie długo gniewać.
- Ta...
- Tylko mi nie mów, że to pamiętasz!-krzyknęła przyjaciółka, już jakby nie ze złością, lecz podekscytowaniem.
- ...może troszkę?
- Rany!-rzuciła się na moje łóżko z impetem-Opowiadaj, w końcu czasu się nie cofnie, a przynajmniej będę mogła się pośmiać!
- O ty, niewdzięczna.
- Pamiętaj, że sprzątanie salonu dalej aktualne.-Tak, to było bardzo motywujące.


HEJ, HO! Drodzy czytelnicy (o ile tacy wogóle istnieją), od teraz będę was nazywać pandusiami, ok? To moje ulubione zwierzęta, so spodziewajcie się również wątku o nich w następnych rozdziałach. Na dzisiaj pozdrawiam was serdecznie, i życzę miłej nauki (mam nadzieję, że ten blog umila wam przerwy pomiędzy kartkowaniem kolejnych podręczników) :) SEE YA SOON! @pandattion :*

+Jeśli czytasz, dodaj komentarz, proszę :) Jest to naprawdę wielka motywacja. Zostawiajcie linki do swoich blogów, chętnie poczytam i sama zostawię komentarz XX








czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 2.- ,,Z moją siostrą nie jest tak łatwo, wyznaje celibat do osiemnastki''

*Oczami Audrey*
Ledwo zdążyłam popchnąć drzwi od kawiarni, a poczułam wibracje w prawej kieszeni. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniało zdjęcie mojego chłopaka. Uśmiechnęłam się i bez namysłu odebrałam telefon.
- Czego tam znowu?-zrezygnowanym głosem powiedziałam do słuchawki, cały czas się uśmiechając i wyobrażając sobie minę Harry'ego po moich słowach.
- No wiesz co? Tak ładnie witać się ze swoim chłopakiem? Chyba się obrażę-odpowiedział Loczek.
- Żadna wielka strata, nie będziesz mnie męczył, żebym poszła z Tobą na 'Tulisie' do kina-zaśmiałam się.
- Wiesz kochanie, ten film ma Cię zachęcić do pewnych kroków-niemal widziałam, jak porusza brwiami.
- Ciekawe jakich? Będziesz miał problem, jak zanieść mnie z powrotem do domu, bo na pewno zasnę.
- Na tym filmie nie da się zasnąć.
- No przecież, bo opis 'Wybierz się z nami na przygodę do słonecznej krainy!' jest strasznie zachęcający.
- Ty nie marudź, tylko lepiej się rozejrzyj. Otworzyłam buzię z zaskoczenia, gdy ujrzałam Harry'ego opartego o maskę swojego samochodu, stojącego na parkingu po drugiej stronie ulicy. Natychmiast zaczęłam biec w podskokach w Jego stronę, zostawiając za sobą zdziwionych Effy i Zayna. Gdy od ukochanego dzieliło mnie zaledwie parę metrów, przewróciłam się. Pewnie przez te wielkie szpilki. Już nigdy więcej ich nie założę. 
- Audrey! Nic Ci nie jest?-zapytał Harry, biegnąc w moją stronę.
- Niee, tylko moje szpilki postanowiły zastrajkować. Chyba Cię nie lubią-spojrzałam na chłopaka, który udawał urażenie moimi słowami. 
- Powinny mnie kochać, tak samo jak kochasz mnie ty. 
- No naprawdę, nie mam pojęcia o co im chodzi-stwierdziłam  zniedowierzaniem.
- Może przedstawisz nas swojemu chłopakowi?-usłyszałam za sobą głos brata.
- Ach, no tak. A więc Effy, Zayn to jest  Harry, Harry to jest moja przyjaciółka Effy i brat Zayn-chłopak uśmiechnął się do Effy, podając Jej rękę, oraz do Zayna, przybijając z nim żółwika. Jak dzieci.
- Wiedz kolego, że z moją siostrą nie jest tak łatwo jak z innymi. W wieku 8 lat chodziła na karate, ćwicząc chwyty na mnie, więc wiem co potrafi. Do łóżka to z nią też za szybko nie pójdziesz, bo wyznaje celibat do osiemnastki-usłyszałam słowa wydobywające się z ust mojego kochanego braciszka. W tym momencie miałam ochotę przećwiczyć na nim wszystko, czego nauczyłam się chodząc przez trzy lata na zajęcia ze sztuk walki.
- Wystarczy Zayn, nie spieszyło Ci się gdzieś przypadkiem?-zapytałam go, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że ma się zamknąć i nie pokazywać na oczy przez następne dwie godziny.
- Nie, nic takiego nie mówiłem. Dzisiaj wyjątkowo mam zupełnie wolny dzień-uśmiechnął się do mnie głupkowato i objął Effy ramieniem. Debil. Westchnęłam głośno, nie chcąc już nawet na Niego patrzeć, przeniosłam wzrok na przyjaciółkę, która strasznie się rumieniła, co próbowała ukryć chowając twarz we włosy. Następnie spojrzałam na Harry'ego...EFFY SIĘ RUMIENIŁA?! Coś mi tu zdecydowanie nie pasowało. Przecież ta dziewczyna nigdy się nie rumieni. Dla Niej to zbyt dziewczęce. Zdecydowanie. Mój wzrok spoczął na ramieniu Zayna, które cały  czas obejmowało Ef. To by tłumaczyło Jej zachowanie. No to się porobiło.

*Oczami Zayna*
Poczułem, że Effy lekko się ode mnie odsuwa. Zwróciła głowę w moją stronę, i zobaczyłem, że lekko się czerwieni. Szybko zabrałem rękę, na co dziewczyna podziękowała mi lekkim uśmiechem. Zdziwiło mnie trochę Jej zachowanie, ale postanowiłem nie zaprzątać sobie tym teraz głowy. Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Na przykład poznanie chłopaka swojej siostry.
- Hej, to może przejdziemy się gdzieś? Do parki?-zaproponowałem.
- Dobry pomysł, ładna pogoda dziś-odpowiedział Harry. po czym ruszyliśmy piechotą, w stronę skweru. Spojrzałem na Audrey, która wyraźnie głęboko nad czymś rozmyślała, wpatrując się w przejeżdżające jezdnią samochody. Wiedziałem, że ma jakichś ważniejszy powód, znałem ją. Postanowiłem wypytać ją, gdy zostaniemy sami. Póki co, mogę się tylko domyślać. I czuję, że chodzi o Ef. Sam jestem zdziwiony Jej ostatnimi zmianami. Coraz mniej przeklina, zaczęła nosić sukienki i była ostatnio u fryzjera. Widać, bo ma krótsze i jakby rozjaśnione włosy. Nagle dziewczyna odwróciła się w moją stronę, chyba zauważając, że się Jej przypatruję. Znowu spłonęła rumieńcem, ale nie chcąc tego po sobie pokazać, zamiast się chować, stanęła prosto przede mną. 
- Coś ze mną nie tak?-spytała odważnie- bo od paru minut cały czas się na mnie patrzysz.
- Nie, skąd. 
- Cieszę się-uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę, ciągnąc do przodu. Nawet nie zauważyłem, kiedy pokonaliśmy całą drogę do parku. 
- To my już chyba pójdziemy-powiedziała moja siostra, łapiąc swojego chłopaka za rękę.
- Tak szybko?-spytała smutnym głosem Ef.
- Niestety, ale z Tobą, koleżanko, to ja będę miała jeszcze dziś długą, poważną rozmowę-Audrey zwróciła się do przyjaciółki, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Eee.. no dobra, przyjdę do Ciebie po osiemnastej, pa-dziewczyny się przytuliły, ja pożegnałem się z Harrym, i po chwili zostałem sam na sam z Effy. 
- To co robimy, księżniczko?-zaśmiałem się, a ona spiorunowała mnie wzrokiem.
- Jeśli jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to wracam do domu-odpowiedziała odwracając się do mnie tyłem.
- Oj, no przepraszam-uśmiechnąłem się do Niej nie wiem po co, bo i tak stała tyłem, więc nic nie widziała. Podszedłem bliżej do dziewczyny, i przytuliłem ją od tyłu- Pójdźmy do Delphic*.
- A skąd wiesz, że Ci wybaczyłam?
- A co jeszcze mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
- Zaraz coś wymyślę-ruszyła przed siebie, zostawiając mnie z tyłu. Nie czekając na Jej dalsze pomysły, podbiegłem bliżej i wziąłem ją na ręce- To może kino?
- Nie, nie grają nic fajnego-zrobiła smutną minę, wtulając się we mnie. Z racji tego, że jest kwiecień, a Bradford nie należy do najcieplejszych miast Anglii, pewnie zrobiło Jej się zimno. Wczesna wiosna, to niestety jeszcze nie lato- Zimno Ci?-spytałem troskliwie, sadzając dziewczynę na ławce.
- Trochę-ściągnąłem swoją kurtkę i podałem Jej ją. Spojrzała na mnie, po czym się ubrała. 
- To może po prostu wróćmy do domu?-spytałem, mając nadzieję, że się zgodzi, bo nie miałem już więcej pomysłów.
- Pierwszy raz gadasz do rzeczy-odpowiedziała wstając i kierując się w stronę wyjścia z parku. Podążyłem za nią, przy okazji szukając kluczyków od auta w kieszeniach. Niestety ich tam nie było. Podszedłem jeszcze do dziewczyny, aby przeszukać jeszcze kurtkę, ale tam również nie znalazłem kluczy od samochodu. Przypomniałem sobie, że dałem je Audrey, aby przechowała w swojej torebce- Kretyn- mruknąłem cicho pod nosem, na co Ef zaśmiała się krótko.
- Co się stało?-spytała z lekkim rozbawieniem.
- Musimy iść na piechotę-odpowiedziałem z lekkim grymasem.Dziewczyna zaczęła się śmiać jeszcze głośniej.
- Co Cię tak bawi moja droga? Ty też musisz iść ze mną przez całe miasto, aby trafić do domu.
- Śmieszy mnie twoja głupota, mój drogi, bo sam dałeś kluczyki Audrey-spojrzała na mnie z rozbawieniem.
- Zaraz oberwiesz za ten śmiech-powiedziałem lekko wkurzony.
- Naprawdę zrobiłbyś krzywdę, swojej małej, bezbronnej, kochanej Effy?-stanęła przede mną wysuwając lekko dolną wargę do przodu. W odpowiedzi wziąłem ją na ręce, kierując się ku fontannie. Stanąłem na murku nad wodą, bujając krzyczącą dziewczyną. Dałem sobie spokój, bo ludzie zaczęli dziwnie na nas patrzeć. Jeszcze by mnie ktoś pozwał za znęcanie się nad nieletnimi. Puściłem Ef wolno, a ona łapiąc mnie za rękę pociągnęła w stronę wyjścia. Szliśmy tak już ze dwadzieścia minut rozmawiając o surykatkach, gdy nagle krzyknęła:
- Zayn, pójdźmy do ZOO! Proooooszę! Tak dawno tam nie byłam!-stanęła przodem, łapiąc mnie za ręce, i wpatrując się w moje oczy.
- Effy, błagam Cię. Tam śmierdzi, pozatym jest zimno i zaraz na pewno zacznie padać. Może kiedy indziej?-spytałem z nadzieją, że się zgodzi.
- Zaynuś, skarbeńku mój, proszę Cię tak ładnie-znowu spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi szaro-niebieskimi oczami, które świetnie komponowały się z Jej blond włosami i bladą cerą. Westchnąłem.
- Ef, błagam, kiedy indziej-teraz ja spojrzałem Jej prosto w oczy.  Patrzyła się na mnie jeszcze jakichś czas, aż odwróciła wzrok, lekko zawstydzona, rumieniąc się. Ostatnio dość często Jej się to zdarza.
- No dobrze, niech Ci będzie, ale nie odpuszczę-uśmiechnęła się, a ja uradowany, że udało mi się postawić na swoim pocałowałem ją w policzek. Szliśmy jeszcze jakieś dwadzieścia minut, po czym przed oczami stanął nam mój dom. Dziewczyna, już chciała się ze mną żegnać, gdy przerwałem Jej zdziwiony.
- Chyba nie chcesz wracać w taką pogodę sama do domu ?-wskazałem palcem na chmurzące się niebo.
- A co mam robić?
- Zapraszam Cię do siebie, na maraton filmowy? Chyba mi nie odmówisz, co?
- No dobrze, mogę poczekać na Audrey-uśmiechnęła się, wchodząc do środka.

__________________________________

Zastanawiam się, czy dodać bohaterów, czy nie są tu potrzebni. Napiszcie w komentarzach, czy dodawać czy nie.Aha, i oczywiście DZIĘKUJĘ ZA CZYTANIE MOICH WYTWORÓW WYOBRAŹNI. KOCHAM WAS ! XX

piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 1.- ,,Piękny, zabawny, uroczy, słodki. A najlepsze jest to, że jest cały mój''

Na początek polecam świetną piosenkę, która była wielką inspiracją do napisania jedynki! :D http://www.youtube.com/watch?v=ensZ6MDIlhA&feature=related Z góry dziękuję za czytanie moich wypocin <3

*Oczami Effy*
'Nagle zobaczyłam Go na scenie. Śpiewał refren mojej ulubionej piosenki. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęli ją śpiewać, a to już do mnie nie podobne. Nagle chłopak wstaje ze schodków, na których wcześniej siedział, i podchodzi do krańca sceny. Klęka i wyciąga rękę w moją stronę, a ja nieruchomieję. Serce mi mówi: 'Idź tam! Przecież nie zrobisz nic złego!', a rozum podpowiada mi najgorszą z możliwych sytuacji: 'Co będzie, jeśli Audrey to zobaczy?'. i nagle, jakby na myśl, co by było gdyby druga wersja weszła w życie osunęłam się na ziemię. Przez chwilę leżałam z otwartymi oczami, wyobrażając sobie całującego mnie Zayna, po czym zemdlałam.

Gdy się obudziłam, słońce dopiero wschodziło. Wstając, przypomniałam sobie swój sen, i zaśmiałam się na samą myśl o tym, że mogłabym zakochać się w bracie mojej najlepszej przyjaciółki. Skierowałam się prosto do łazienki, nucąc pod nosem 'Lonely day' System Of A Down. To właśnie tą piosenkę śpiewał we śnie Zayn. Ciekawe, dlaczego właśnie on mi się przyśnił. To pewnie zwykły przypadek. Pozatym jest moim dobrym kolegą. Myślę, że mogłabym go nawet nazwać swoim przyjacielem, bo po prostu mu ufam. Jeszcze nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale w tym śnie uświadomiłam sobie, że jest całkiem przystojny, choć wiem od zawsze, że dosłownie kocham jego oczy. Są ciemne, ale gdy się w nie wpatrzeć, można dostrzec niemal wszystkie kolory tęczy, a to za sprawą Jego pięknego uśmiechu, który zresztą chyba też kocham. Podczas tych wszystkich rozmyślań zrobiłam się zmęczona, i z powrotem się położyłam.
***
Obudził mnie dzwoniący telefon. Spojrzałam na zegarek-było dopiero po 6, co za debil dzwoni o takiej godzinie? Spojrzałam na ekran, na którym widniało zdjęcie przyjaciółki.
-Haaallo?- specjalnie powiedziałam zmęczonym głosem, żeby miała wyrzuty sumienia, że budzi mnie o takiej godzinie.
-EFFY?! MUSIMY SIĘ SPOTKAĆ! NATYCHMIAST!- wrzasnęła z podekscytowaniem do słuchawki Audrey. 
-Coś się stało?- spytałam już zupełnie normalnym głosem, zapominając o moim wcześniejszym postanowieniu.
-Opowiem Ci, jak się spotkamy!.- znów krzyknęła, ku mojemu zadowoleniu, trochę ciszej.
-Jest 6 rano, jak chcesz się spotkać o takiej godzinie?- spytałam nieco ironicznie, choć ciekawiło mnie, co też wywołało u niej taką radość.
-Spotkajmy się o 10 w Starbucksi'e przy Trafalgar Square. Będę czekać, pa!- znów krzyknęła i się rozłączyła.
Nawet nie miałam czasu, żeby zaprotestować, więc zrezygnowana nakryłam głowę kołdrą, próbując zasnąć już trzeci raz w ciągu tej nocy. Gdy już prawie odpłynęłam w rozkoszny świat snów, poczułam jak coś z impetem na mnie ląduje. Zerwałam się z łóżka, i zobaczyłam mojego psa, który zapewne natychmiastowo potrzebował spaceru. Ubrałam się szybko, i zbiegłam po schodach na dół gdzie siedział już Kornik ze  smyczą w pysku. Po drodze kątem oka zauważyłam karteczkę od rodziców, ale stwierdziłam, że przeczytam ją jak wrócę. Włożyłam psu obrożę i smycz, złapałam klucze od domu i wyszłam. Powietrze było rześkie, ale było czuć, że za parę godzin będzie upał. Skierowałam się w stronę parku, po drodze mijając zaledwie parę osób. Było to dziwne, ponieważ o takiej godzinie ludzie zazwyczaj już dawno byli w drodze do pracy. Nie przejęłam się tym zbytnio, więc poszłam dalej. Wyjęłam z kieszeni telefon, żeby zobaczyć która jest godzina i zrobiłam wielkie oczy, gdy spojrzałam na cyfry układające się na ekranie w wielkie 5:23. Spojrzałam na Kornika, siebie, później na ulicę a na koniec jeszcze raz na zegarek. Cyfry się nie zmieniły. Naprawdę stałam po środku chodnika, przy ulicy St. James Alley, o godzinie 5:00. Ja- osoba, która wstaje najpóźniej jak się tylko da. Gdy w końcu to do mnie dotarło, zła, zawróciłam w kierunku domu, mieląc pod nosem przekleństwa skierowane do Audrey. Wchodząc do domu, przypomniałam sobie o karteczce zostawionej przez rodziców na stoliku w salonie. Zdjęłam buty i rozebrałam psa, po czym skierowałam się do dużego pokoju. Kartka była wielkości A4, a jej treść była następująca: ,,Kochana córeczko! Musieliśmy wyjechać w pilną delegację pod Londyn. Wrócimy za dwa dni, możesz zaprosić Audrey albo Tobeya na noc, jeśli chcesz bo pewnie będzie Ci raźniej niż samej. P.S: Przepraszamy, że nie powiedzieliśmy Ci wieczorem, ale tak słodko spałaś, że nie mieliśmy serca Cię budzić :) Całusy, Mama i Tata''. Szybko przeleciałam wzrokiem tekst, po czym zdenerwowana odrzuciłam kartkę na bok. Moja kochana mamusia, robiła wszystko, żebym tylko polubiła syna swojej koleżanki z byłej pracy. Nie widziałam Tobeya od jakichś 12 lat, ale zapamiętałam go jako małe, brudne i wrzeszczące dziecko, które gdy było ode mnie zaledwie dwa lata starsze wycięło mi całą garść włosów. Tak, to zaczęło się jako niewinna zabawa w dom, lecz Tobey jako mój 'tata' stwierdził, że mam za długie włosy, a, że będąc jego córką musiałam go słuchać, sam mi je wyciął. Potem przez dwa miesiące musiałam nosić czapki, mimo, że był kwiecień. 
Wiedziałam, że po moim ostatnim niezbyt udanym wyborze chłopaka, mama stara się mi pomóc, ale nie rozumie, że Tobey zdecydowanie nie jest chłopakiem dla mnie. Postanowiłam wytłumaczyć jej to kolejny raz z rzędu, gdy już wróci. Nie wiedząc, co ze sobą zrobić przez następne trzy godziny, czyli do czasu spotkania, postanowiłam w końcu pooglądać telewizję.
***
 O 10 stałam już pod kawiarnią, czekając na przyjaciółkę. Gdy wyciągałam telefon, żeby sprawdzić godzinę, zobaczyłam ją biegnącą w moją stronę. Nie wiem kiedy ostatnio widziałam ją taką szczęśliwą. Po prostu emanowała radością, bo ta cała wesołość zdążyła już się przenieść na mnie.
-Effy!- krzyknęła Audrey i przytuliła mnie tak mocno, że chyba o mało co nie połamała mi kości i zgniotła wnętrzności.
-Mi też miło Cię widzieć, powiesz mi w końcu o co chodzi?
-Wejdźmy do środka- nie spytała mnie nawet, czy tego chce, tylko na siłę wciągnęła mnie do środka. Usiadłyśmy przy stoliku przy oknie. Dawniej zawsze siadałyśmy tam, by popatrzeć na chłopaków przechodzących koło kawiarni. Zmieniło się to, gdy na początku wakacji zaczęłam chodzić z Corym. Podczas tego związku zawaliło się moje dotychczasowe życie. Zaniedbywałam przyjaciół, rodzinę, a gdy zaczął się rok szkolny również naukę. Cory wciągnął mnie w palenie papierosów, imprezy i inne zabawy szesnastolatków. Na szczęście Audrey zauważyła, że zaczyna się ze mną dziać coś dziwnego, że nie jestem sobą i razem z Zaynem zareagowali w odpowiednim momencie. Gdyby nie oni, nie wiem czy nie skończyłabym jako młodociana narkomanka. Tak naprawdę, to do dzisiaj nie wiem co mną wtedy kierowało. Pewnie ślepe zauroczenie. Nie mam na to innego wytłumaczenia. Jak to dobrze, że mam przyjaciół, którym najwyraźniej na mnie zależy..Z rozmyślań wyrwał mnie głos przyjaciółki:
-Mam chłopaka.- oznajmiła.
-Naprawdę nie mogłaś mi tego powiedzieć przez telefon? Musiałaś mnie budzić po 4?
-A ty jak zwykle tylko o sobie myślisz! Nawet nie zapytasz jak się nazywa, ile ma lat, jak wygląda. Może i miała rację. Myślałam tylko o tym, że mogłam dłużej pospać.
-No dobra, opowiadaj wszystko ze szczegółami- uśmiechnęłam się i powiedziałam ze wcale nie udawanym entuzjazmem
-Harry Styles, 16 lat, piękny, zabawny, uroczy, słodki, miły, seksowny, a najlepsze jest to, że jest cały mój- opowiadała o nim z takim rozmarzeniem, i mimo, że mówiła zupełnie spokojnie, widziałam, że wypowiadając ostatnie słowa chciała wrzasnąć z radości.
-Muszę go poznać, bo jak opowiadasz, to bóg po prostu!- zaśmiałam się.
-Jutro się z nim umówiłam, więc będziesz miała okazję.
-Booże, już się nie mogę doczekać. W tym momencie zobaczyłam Zayna, zmierzającego w stronę naszego stolika. Jak zawsze wyglądał perfekcyjnie. Przypomniał mi się sen. Nie, to niemożliwe, żebym się w nim zakochała. Nagle nasze oczy się spotkały. Tak, to chyba jednak możliwe. Są takie piękne.. Jestem głupia, jak mogłam się zakochać w przyjacielu? Ten kolor.. W przyjacielu i jednocześnie bracie najlepszej przyjaciółki? Wszystkie moje pytania zanikały, po wpatrzeniu się w Jego tęczówki. W ostatniej chwili się opamiętałam i wcisnęłam wzrok w podłogę.

*Oczami Audrey*
-Hej dziewczyny, znajdzie się jakieś miejsce dla tego wspaniałego mężczyzny?- zapytał, wskazując na siebie kciukami.
-Dla Ciebie ewentualnie tak, ale żadnego wspaniałego mężczyzny to ja tutaj nie widzę- zaczęłam się rozglądać, po czym ironicznie spojrzałam na Zayna. Effy się zaśmiała, a on usiadł obok niej.
-A Ciebie co tak śmieszy?- uśmiechnął się łobuzersko i zaczął się do niej przysuwać. Nachylał się i nachylał, a ja czułam się coraz bardziej niezręcznie, bo byłam pewna, że zaraz do czegoś dojdzie. Gdy już prawie stykali się nosami zauważyłam, że Effy dziwnie się zachowuje. Po pierwsze- nie protestuje, wręcz zachowuje się, jakby cieszyła się na myśl o tym, co ma się wydarzyć. Po drugie- jej oczy wyraźnie się powiększyły (co jak wiem z własnego doświadczenia, oznacza niezwykłe podekscytowanie) i wpatrywały tylko w dwa punkty- oczy i usta mojego brata na przemian, a po trzecie- prawie dało się usłyszeć szybkie i donośne bicie jej serca, które z każdą sekundą zwiększało tępo swojego bicia. Tylko jedna myśl przychodziła mi w tym momencie do głowy- CZY MOJA PRZYJACIÓŁKA, KTÓRĄ ZNAM OD TYLU LAT, MOGŁA MNIE OKŁAMYWAĆ? Ukrywała przede mną to, że się zakochała w Zaynie? Z rozmyślań wyrwał mnie śmiech Effy. Okazało się, że to wszystko był tylko podstęp mojego brata, który chciał ją tylko połaskotać. W sumie, to załaskotać na śmierć, z punktu widzenia osoby trzeciej.
-PRZESTAAAAAŃ!- Effy wrzasnęła tak głośno, że niektórzy ludzie zaczęli się na nas oglądać. Po tym Zayn skończył.
-Ooo, jak dobrze!- krzyknęła zupełnie nieświadomie dziewczyna, oddychając z ulgą. Po tych słowach, już dosłownie wszyscy byli zwróceni w naszą stronę, nawet kelnerki dziwnie się spojrzały. Ja z bratem wybuchnęliśmy niepohamowanym atakiem śmiechu, a Effy w końcu zrozumiała o co chodziło i sama zaczęła się śmiać. Gdy wreszcie udało nam się uspokoić, zapłaciłyśmy za zamówienie i wyszliśmy z kawiarni.