*Oczami Audrey*
Ledwo zdążyłam popchnąć drzwi od kawiarni, a poczułam wibracje w prawej kieszeni. Wyciągnęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz, na którym widniało zdjęcie mojego chłopaka. Uśmiechnęłam się i bez namysłu odebrałam telefon.
- Czego tam znowu?-zrezygnowanym głosem powiedziałam do słuchawki, cały czas się uśmiechając i wyobrażając sobie minę Harry'ego po moich słowach.
- No wiesz co? Tak ładnie witać się ze swoim chłopakiem? Chyba się obrażę-odpowiedział Loczek.
- Żadna wielka strata, nie będziesz mnie męczył, żebym poszła z Tobą na 'Tulisie' do kina-zaśmiałam się.
- Wiesz kochanie, ten film ma Cię zachęcić do pewnych kroków-niemal widziałam, jak porusza brwiami.
- Ciekawe jakich? Będziesz miał problem, jak zanieść mnie z powrotem do domu, bo na pewno zasnę.
- Na tym filmie nie da się zasnąć.
- No przecież, bo opis 'Wybierz się z nami na przygodę do słonecznej krainy!' jest strasznie zachęcający.
- Ty nie marudź, tylko lepiej się rozejrzyj. Otworzyłam buzię z zaskoczenia, gdy ujrzałam Harry'ego opartego o maskę swojego samochodu, stojącego na parkingu po drugiej stronie ulicy. Natychmiast zaczęłam biec w podskokach w Jego stronę, zostawiając za sobą zdziwionych Effy i Zayna. Gdy od ukochanego dzieliło mnie zaledwie parę metrów, przewróciłam się. Pewnie przez te wielkie szpilki. Już nigdy więcej ich nie założę.
- Audrey! Nic Ci nie jest?-zapytał Harry, biegnąc w moją stronę.
- Niee, tylko moje szpilki postanowiły zastrajkować. Chyba Cię nie lubią-spojrzałam na chłopaka, który udawał urażenie moimi słowami.
- Powinny mnie kochać, tak samo jak kochasz mnie ty.
- No naprawdę, nie mam pojęcia o co im chodzi-stwierdziłam zniedowierzaniem.
- Może przedstawisz nas swojemu chłopakowi?-usłyszałam za sobą głos brata.
- Ach, no tak. A więc Effy, Zayn to jest Harry, Harry to jest moja przyjaciółka Effy i brat Zayn-chłopak uśmiechnął się do Effy, podając Jej rękę, oraz do Zayna, przybijając z nim żółwika. Jak dzieci.
- Wiedz kolego, że z moją siostrą nie jest tak łatwo jak z innymi. W wieku 8 lat chodziła na karate, ćwicząc chwyty na mnie, więc wiem co potrafi. Do łóżka to z nią też za szybko nie pójdziesz, bo wyznaje celibat do osiemnastki-usłyszałam słowa wydobywające się z ust mojego kochanego braciszka. W tym momencie miałam ochotę przećwiczyć na nim wszystko, czego nauczyłam się chodząc przez trzy lata na zajęcia ze sztuk walki.
- Wystarczy Zayn, nie spieszyło Ci się gdzieś przypadkiem?-zapytałam go, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że ma się zamknąć i nie pokazywać na oczy przez następne dwie godziny.
- Nie, nic takiego nie mówiłem. Dzisiaj wyjątkowo mam zupełnie wolny dzień-uśmiechnął się do mnie głupkowato i objął Effy ramieniem. Debil. Westchnęłam głośno, nie chcąc już nawet na Niego patrzeć, przeniosłam wzrok na przyjaciółkę, która strasznie się rumieniła, co próbowała ukryć chowając twarz we włosy. Następnie spojrzałam na Harry'ego...EFFY SIĘ RUMIENIŁA?! Coś mi tu zdecydowanie nie pasowało. Przecież ta dziewczyna nigdy się nie rumieni. Dla Niej to zbyt dziewczęce. Zdecydowanie. Mój wzrok spoczął na ramieniu Zayna, które cały czas obejmowało Ef. To by tłumaczyło Jej zachowanie. No to się porobiło.
*Oczami Zayna*
Poczułem, że Effy lekko się ode mnie odsuwa. Zwróciła głowę w moją stronę, i zobaczyłem, że lekko się czerwieni. Szybko zabrałem rękę, na co dziewczyna podziękowała mi lekkim uśmiechem. Zdziwiło mnie trochę Jej zachowanie, ale postanowiłem nie zaprzątać sobie tym teraz głowy. Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Na przykład poznanie chłopaka swojej siostry.
- Hej, to może przejdziemy się gdzieś? Do parki?-zaproponowałem.
- Dobry pomysł, ładna pogoda dziś-odpowiedział Harry. po czym ruszyliśmy piechotą, w stronę skweru. Spojrzałem na Audrey, która wyraźnie głęboko nad czymś rozmyślała, wpatrując się w przejeżdżające jezdnią samochody. Wiedziałem, że ma jakichś ważniejszy powód, znałem ją. Postanowiłem wypytać ją, gdy zostaniemy sami. Póki co, mogę się tylko domyślać. I czuję, że chodzi o Ef. Sam jestem zdziwiony Jej ostatnimi zmianami. Coraz mniej przeklina, zaczęła nosić sukienki i była ostatnio u fryzjera. Widać, bo ma krótsze i jakby rozjaśnione włosy. Nagle dziewczyna odwróciła się w moją stronę, chyba zauważając, że się Jej przypatruję. Znowu spłonęła rumieńcem, ale nie chcąc tego po sobie pokazać, zamiast się chować, stanęła prosto przede mną.
- Coś ze mną nie tak?-spytała odważnie- bo od paru minut cały czas się na mnie patrzysz.
- Nie, skąd.
- Cieszę się-uśmiechnęła się i złapała mnie za rękę, ciągnąc do przodu. Nawet nie zauważyłem, kiedy pokonaliśmy całą drogę do parku.
- To my już chyba pójdziemy-powiedziała moja siostra, łapiąc swojego chłopaka za rękę.
- Tak szybko?-spytała smutnym głosem Ef.
- Niestety, ale z Tobą, koleżanko, to ja będę miała jeszcze dziś długą, poważną rozmowę-Audrey zwróciła się do przyjaciółki, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Eee.. no dobra, przyjdę do Ciebie po osiemnastej, pa-dziewczyny się przytuliły, ja pożegnałem się z Harrym, i po chwili zostałem sam na sam z Effy.
- To co robimy, księżniczko?-zaśmiałem się, a ona spiorunowała mnie wzrokiem.
- Jeśli jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to wracam do domu-odpowiedziała odwracając się do mnie tyłem.
- Oj, no przepraszam-uśmiechnąłem się do Niej nie wiem po co, bo i tak stała tyłem, więc nic nie widziała. Podszedłem bliżej do dziewczyny, i przytuliłem ją od tyłu- Pójdźmy do Delphic*.
- A skąd wiesz, że Ci wybaczyłam?
- A co jeszcze mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
- Zaraz coś wymyślę-ruszyła przed siebie, zostawiając mnie z tyłu. Nie czekając na Jej dalsze pomysły, podbiegłem bliżej i wziąłem ją na ręce- To może kino?
- Nie, nie grają nic fajnego-zrobiła smutną minę, wtulając się we mnie. Z racji tego, że jest kwiecień, a Bradford nie należy do najcieplejszych miast Anglii, pewnie zrobiło Jej się zimno. Wczesna wiosna, to niestety jeszcze nie lato- Zimno Ci?-spytałem troskliwie, sadzając dziewczynę na ławce.
- Trochę-ściągnąłem swoją kurtkę i podałem Jej ją. Spojrzała na mnie, po czym się ubrała.
- To może po prostu wróćmy do domu?-spytałem, mając nadzieję, że się zgodzi, bo nie miałem już więcej pomysłów.
- Pierwszy raz gadasz do rzeczy-odpowiedziała wstając i kierując się w stronę wyjścia z parku. Podążyłem za nią, przy okazji szukając kluczyków od auta w kieszeniach. Niestety ich tam nie było. Podszedłem jeszcze do dziewczyny, aby przeszukać jeszcze kurtkę, ale tam również nie znalazłem kluczy od samochodu. Przypomniałem sobie, że dałem je Audrey, aby przechowała w swojej torebce- Kretyn- mruknąłem cicho pod nosem, na co Ef zaśmiała się krótko.
- Co się stało?-spytała z lekkim rozbawieniem.
- Musimy iść na piechotę-odpowiedziałem z lekkim grymasem.Dziewczyna zaczęła się śmiać jeszcze głośniej.
- Co Cię tak bawi moja droga? Ty też musisz iść ze mną przez całe miasto, aby trafić do domu.
- Śmieszy mnie twoja głupota, mój drogi, bo sam dałeś kluczyki Audrey-spojrzała na mnie z rozbawieniem.
- Zaraz oberwiesz za ten śmiech-powiedziałem lekko wkurzony.
- Naprawdę zrobiłbyś krzywdę, swojej małej, bezbronnej, kochanej Effy?-stanęła przede mną wysuwając lekko dolną wargę do przodu. W odpowiedzi wziąłem ją na ręce, kierując się ku fontannie. Stanąłem na murku nad wodą, bujając krzyczącą dziewczyną. Dałem sobie spokój, bo ludzie zaczęli dziwnie na nas patrzeć. Jeszcze by mnie ktoś pozwał za znęcanie się nad nieletnimi. Puściłem Ef wolno, a ona łapiąc mnie za rękę pociągnęła w stronę wyjścia. Szliśmy tak już ze dwadzieścia minut rozmawiając o surykatkach, gdy nagle krzyknęła:
- Zayn, pójdźmy do ZOO! Proooooszę! Tak dawno tam nie byłam!-stanęła przodem, łapiąc mnie za ręce, i wpatrując się w moje oczy.
- Effy, błagam Cię. Tam śmierdzi, pozatym jest zimno i zaraz na pewno zacznie padać. Może kiedy indziej?-spytałem z nadzieją, że się zgodzi.
- Zaynuś, skarbeńku mój, proszę Cię tak ładnie-znowu spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi szaro-niebieskimi oczami, które świetnie komponowały się z Jej blond włosami i bladą cerą. Westchnąłem.
- Ef, błagam, kiedy indziej-teraz ja spojrzałem Jej prosto w oczy. Patrzyła się na mnie jeszcze jakichś czas, aż odwróciła wzrok, lekko zawstydzona, rumieniąc się. Ostatnio dość często Jej się to zdarza.
- No dobrze, niech Ci będzie, ale nie odpuszczę-uśmiechnęła się, a ja uradowany, że udało mi się postawić na swoim pocałowałem ją w policzek. Szliśmy jeszcze jakieś dwadzieścia minut, po czym przed oczami stanął nam mój dom. Dziewczyna, już chciała się ze mną żegnać, gdy przerwałem Jej zdziwiony.
- Chyba nie chcesz wracać w taką pogodę sama do domu ?-wskazałem palcem na chmurzące się niebo.
- A co mam robić?
- Zapraszam Cię do siebie, na maraton filmowy? Chyba mi nie odmówisz, co?
- No dobrze, mogę poczekać na Audrey-uśmiechnęła się, wchodząc do środka.
__________________________________
Zastanawiam się, czy dodać bohaterów, czy nie są tu potrzebni. Napiszcie w komentarzach, czy dodawać czy nie.Aha, i oczywiście DZIĘKUJĘ ZA CZYTANIE MOICH WYTWORÓW WYOBRAŹNI. KOCHAM WAS ! XX