*Oczami Audrey*
Gdy około godziny 1:00 w nocy weszłam do domu, po skończonej randce z Harrym, przeżyłam szok. Dosłownie. Na kanapie w salonie leżeli Effy i mój brat, obściskując się w dość wyzywających pozach.
- Effy?! Zayn?!-krzyknęłam, wytrzeszczając oczy.-Co tu się dzieje?!. Słysząc mój wrzask, oderwali się od siebie, patrząc na mnie z przerażeniem.
- Emm.. Aud, to nie tak..- zaczął Zayn, próbując się tłumaczyć.- Ja.. My..-odwrócił się do mojej przyjaciółki i patrząc jej prosto w oczy powiedział:- Kocham Cię Effy. W tym momencie mnie dosłownie zatkało. Słowa, którymi miałam zamiar ochrzanić ich za to, na czym wcześniej ich przyłapałam, tłumaczenia Zaynowi, że dopiero od trzech dni ma dziewczynę a już ją zdradza, uwięzły mi w gardle. Oprzytomniałam dopiero wtedy, gdy rozejrzałam się po pokoju. Na stoliku stały puste butelki po różnych alkoholach, lecz nie to przykuło moją uwagę. Na podłodze, koło sofy leżała prezerwatywa. Otwarta.
- Co..Czy wy..Emm...-pokazując palcem na przedmiot, próbowałam wydusić z siebie jakiekolwiek słowa, ale na samą myśl o tym co mogło się tu dziać wcześniej, odebrało mi mowę. W końcu Effy postanowiła zauważyć, że znajduję się w pomieszczeniu, i podążyła wzrokiem za moją dłonią. Otworzyła szeroko usta, i natychmiast je zamykając odwróciła się w moją stronę. To, że była pijana, było widać i czuć na odległość kilometra. Spojrzała na mnie swoimi dużymi, niebieskimi oczami, i powiedziała tylko:
- Nie. Nie mam pojęcia skąd to się tu wzięło.- Po tych słowach Zayn spojrzał w kierunku obiektu naszej rozmowy i również się zdziwił. Zaraz potem jednak, wyraz jego twarzy zmienił się w złego, pijanego Zayna.
- Za kogo ty nas masz, Audrey.- spojrzał na mnie, a wymawiając to zdanie, zwęził leciutko oczy.
- Pf, wiesz braciszku, jesteście tak niesamowicie pijani, że już spodziewam się wszystkiego. Pozatym jakbyś nie zauważył, przed chwilą wyznałeś Jej miłość. Może nawet bym się ucieszyła, gdyby nie to, że wlałeś w siebie morze alkoholu i masz dziewczynę. Jesteś z nią od trzech dni i już ją zdradziłeś. Pomyśl trochę!-wydarłam się na niego, nie zastanawiając się nawet czy kogoś obudzę.- I gdzie są rodzice? Pozwolili Ci tyle wypić? I rozpić moją przyjaciółkę?
- Wyjechali na weekend do przyjaciół, do Wolverhampton.
- No tak, gdyby byli, to byście sobie na coś takiego nie pozwolili- powiedziałam już całkiem zła, kierując się w stronę okna, aby trochę wywietrzyć. - W całym domu śmierdzi wódką, a w salonie jest syf jak nigdy dotąd, więc jutro rano będziecie to wszystko sprzątać. I nie obchodzi mnie to, że będziecie mieć kaca. Teraz idźcie spać. Jutro macie dużo pracy. Słodkich snów!- uśmiechnęłam się sarkastycznie do brata.-Aha, Effy, żeby nie było, śpisz u mnie.
*Oczami Effy*
- EFFY, SŁONECZKO, WSTAWAJ! CHYBA NIE CHCESZ PRZESPAĆ CAŁEGO DNIA?!-tymi słowami moja kochana przyjaciółka powitała mnie w tą jakże piękną sobotę. I bolesną dla mojej głowy.
- Musisz tak wrzeszczeć? Chociaż raz nie możesz się zlitować nad losem swojej biednej przyjaciółki?-zachrypniętym, zaspanym głosem odkrzyknęłam jak najciszej się dało, choć i tak po każdym słowie moja głowa eksplodowała.
- Z własnego wyboru, moja droga. A teraz wstawaj i biegnij na dół, gdzie czeka na Ciebie mój brat i twój kochanek. Spędzicie dzisiaj romantyczne przedpołudnie sprzątając salon- Audrey stanęła w drzwiach, chyba specjalnie, żebym lepiej usłyszała. Powoli zwlekłam się z łóżka, jednocześnie otwierając oczy. Dopiero po chwili dotarły do mnie Jej słowa.
- Co? Czemu mam sprzątać twój salon?-Spytałam półprzytomnie.
- Och, no tak, alkohol wymazał wszystkie wspomnienia? Chyba nawet mi nie przykro. Bo prawie przespałaś się z moim bratem.-Powiedziała to prawie z nienawiścią w głosie, ale wiedziałam, że Audrey nie może się na mnie długo gniewać.
- Ta...
- Tylko mi nie mów, że to pamiętasz!-krzyknęła przyjaciółka, już jakby nie ze złością, lecz podekscytowaniem.
- ...może troszkę?
- Rany!-rzuciła się na moje łóżko z impetem-Opowiadaj, w końcu czasu się nie cofnie, a przynajmniej będę mogła się pośmiać!
- O ty, niewdzięczna.
- Pamiętaj, że sprzątanie salonu dalej aktualne.-Tak, to było bardzo motywujące.
HEJ, HO! Drodzy czytelnicy (o ile tacy wogóle istnieją), od teraz będę was nazywać pandusiami, ok? To moje ulubione zwierzęta, so spodziewajcie się również wątku o nich w następnych rozdziałach. Na dzisiaj pozdrawiam was serdecznie, i życzę miłej nauki (mam nadzieję, że ten blog umila wam przerwy pomiędzy kartkowaniem kolejnych podręczników) :) SEE YA SOON! @pandattion :*
+Jeśli czytasz, dodaj komentarz, proszę :) Jest to naprawdę wielka motywacja. Zostawiajcie linki do swoich blogów, chętnie poczytam i sama zostawię komentarz XX
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz